Tym razem leniwe żeglowanie, tam skąd zawieje, spokojnie i jeszcze do tego załoga wybierała kierunki – co się dzieje… 🙂 ?
Pogoda raczej plażowa, więc nastroje leniwe.
Jachty miały swoje prywatne chmury i jakoś szły, inne stały.
Spotkaliśmy na wodzie Cirrusa, naszego sąsiada,
konstrukcja robi się popularna, to już 5 na naszych wodach-dziwne że dopiero teraz, jacht jest rewelacyjny.
Ostatniego dnia wyciągnąłem z worka spinaker i tak lecieliśmy przez cały Zalew, a nad naszymi głowami około 65 m2 żagla 🙂 (podobno spinaker ma 50 m, jednak według wszelkich info powinien mieć około 40, trzeba kiedyś zmierzyć) Piękna jazda, później się rozwiało i stary dylemat,
„czy to już jest ten moment, kiedy trzeba zrzucić spina , czy jeszcze trochę”:)
oczywiście dojechaliśmy do samej Stepnicy, woda się gotowała za rufą Elin, czajnik postanowił wystrzelić z kambuza, w towarzystwie miski ryżu, ale uciekliśmy burzy.
120 mil za nami.
Dzielne łódki sztormują, a regatowe płyną w sztormie tyle, że dużo szybciej.
Wniosek ?